sobota, 14 grudnia 2013

24 skończone

Dzień moich urodzin rozpoczęłam od wizyty w drogerii, ale nie by poszukiwać kremu na zmarszczki. 
By kupić perfumy.


Dziś jest 24 plus 1 dzień.

środa, 27 listopada 2013

poniedziałek, 14 października 2013

mało czasu

może ma ktoś na sprzedaż parę godzin? przyjmę każdą ilość.
w tygodniu praca, w weekendy zjazdy, już jestem trochę tym zmęczona.
choć przyszły weekend zapowiada się inaczej, bo mam wolne (nareszcie !) i wybieram się na podhale w celach zakupowych.

dziś był dzień troszkę wolniejszy choć pełeny stresu.
a na pocieszenie hamburgery! ale nie takie zwykłe... takie prawdziwe.
burger wrocLOVE godny jest polecenia.


a tu tylko naklejkowe pozostałości.
przy okazji czaję się na promocję -30% w empiku na kalendarze...

...

ostatnio życie i ciągły pęd pokazały, że trzeba zacząć myśleć.

...

a tymczasem.
ściskam.

p.s. ma ktoś sprawdzony sposób na jakieś domowe ćwiczenia po pracy na bóle kręgosłupa a głównie karku? zastanawiam się nad jogą.

wtorek, 24 września 2013

kto słyszał o misiu?

a może kto nie słyszał o projekcie 'przytulanka' fundacji form i kształtów?

zdjęcie pochodzi z http://formyiksztalty.pl/?p=931

według mnie bardzo fajna i radosna inicjatywa na takie jesienne dni.
o samym pomyśle dowiedziałam się z pewnej strony zajmującej się architekturą miasta, poczytałam więcej i pooglądałam. nawet od kilku dni można zobaczyć misia w telewizji.

a że wybieram się służbowo do stolicy na parę dni, mam zadanie bojowe...

DORWAĆ MISIA.

a teraz dobranoc wszystkim bo czeka mnie intensywny czas w tym tygodniu.

niedziela, 1 września 2013

zakupy

dostałam katalog, bo wiadomo wszyscy teraz czekają. w skrzynce czekały 3 egzemplarze... ale, że aż tak mnie lubią to nie wiedziałam.


wczoraj byłam w ikei. i okazało się, że można wyjść z tego sklepu tylko z artykułami, które miało się kupić.

co do katalogu. jak dla mnie szału nie ma. jest kilka rzeczy fajnych. pozycją nr 1 jest fotel.

...

ściskam. 
jutro początek roku szkolnego. myślałam, że nie będą mnie dotyczyć takie uroczystości aż do wysłania potomstwa do szkoły. a jednak. firmy zajmujące się obsługą oświaty od jutra działają na najwyższych obrotach.

wtorek, 30 lipca 2013

krajobraz po burzy

po tych upałach chwila ciszy, później wiatr, deszcz, pioruny - czyli coś czego nie lubię a wręcz się boję. ale to było w nocy.

3 tydzień urlopu, a ja robię wszystko i nic. głównie zaczytuję się w nowo poznanych blogach i wciąż mi mało.


sezon wyprzedaży w pełni, ja już nie chcę polować na zakupach, mój portfel błaga o pomoc. ale tu na zdjęciu zadowolona jestem z łupu.
zdjęcie z prawie GP w mocno deszczowej częstochowie.

może w weekend w góry? żeby uciec od potencjalnego upału :)

ściskam.

aha i czekam na jutrzejsze wyniki rekrutacji. czyli kobiety na politechniki! trzymajcie kciukalce

czwartek, 25 lipca 2013

mix

dawno niczego nowego nie było. a to już 2 tydzień urlopu.


1. to wspomnienie jeszcze z Wegier, cydr! (który jednak najlepszy jest tradycyjny z francji) ale poziomkowy też może być, ostatnio widziałam go nawet w Polsce
2. to moje aktualne zajęcie, czyli pisanie mgr. nic więcej na ten temat.
3. to nabytek, ponieważ chanel się skończyła i postanowiłam coś zmienić, na pierwszy węch nosa niezbyt mi przypadły do gustu, lecz słyszałam, że się podobają. więc mam.

piątek, 5 lipca 2013

piątkowy wieczór



i tak po całym tygodniu pracy i 7 godzinnym piątkowym szkoleniu mi też należy się chwila spokoju.
z książką ('gottland' mariusza szczygła) muzyką (bez tenisowych faktów co 5 minut, czyli ram) i winem (białym jeszcze z węgier).

odpoczywajcie lub szalejcie w ten piątkowy wieczór.
każdemu według uznania.
ściskam.

wtorek, 25 czerwca 2013

po weekendzie

Poprzedni tydzień upalny... strasznie aż się nie chciało wychodzić z klimatyzowanego biura. Aktualne dni nas nie rozpieszczają; ciemno, pochmurno, deszczowo. Od wczorajszego pada i nie chce przestać aż do teraz.
Weekend też nie był najmilszy, rozpogadzało się popołudniami. Jednak nałapałam trochę energii do działania (która została zmyta w ten poniedziałkowy deszcz). Udało się poczynić pewne różane czary...


nazbierałam koszyczek płatków różanych i z uwagi na duże zapasy cukru różanego postanowiłam zrobić coś innego...


wodę różaną.


płatki róży (oczywiście niepryskanej) zalałam wrzątkiem i dodałam sok z połówki cytryny. odstawiłam zamkniętą miksturę na 2 dni w ciemne miejsce. przecedziłam i przelałam. stoi w lodówce (może stać do 2 tygodni).

wodę różaną stworzyłam na pożytek kosmetyczny z uwagi na zły wpływ klimatyzacji na moją skórę.

...


ten różany post musiał się skończyć. a tak wygląda człowiek jadący na wieś. z paprykowym ekwipunkiem (żeby papryczki miały lepiej niż na blokowym parapecie).

miłego wieczoru.
i mam nadzieję, że przestanie padać.

środa, 19 czerwca 2013

upalnie

nie wiem czy u Was też jest taka duchota już kolejny dzień...ale dzisiaj było strasznie na dolnym śląsku. sam fakt, że rozmyślałam jak wrócić z pracy do domu tylko klimatyzowanymi środkami transportu wskazuje na ciepło wszechogarniające miasto (co do transportu udało mi się w jednym tramwaju jechać w klimatyzowanych ale ściśniętych warunkach).

no ale nie o pogodzie ani nie o pracy miało być. tak mniej więcej co 2 dni jak mi się przypomni to zaglądam do mojej papryczki. dziś doznałam szoku. wyrosła, jest! ma od 2 do 4 cm długości. sukces! 



zdjęcie troszkę ciemne, ale wybaczcie, ciężko jest robić zdjęcia w upalne dni.

a co do upałów, jeszcze raz wrócę do tematu, bo nabyłam wodę termalną i jestem bardzo zadowolona.


kiedyś używałam Avene ale nie przypadła mi do gustu, ta wydaje się interesująca. ratuje mnie wieczorem jak już próbuję zasnąć a nie da się i się nią pryskam. uratowała mnie również, ponieważ dostałam uczulenia na chusteczki do demakijażu i skończyło się na wapnie i popsikaniu tą wodą. do tego zastępuje mi wieczorny i poranny krem, bo uwierzcie mi, krem nie jest najlepszą decyzją w takie dni.

zaczynałam i zakończę papryką. tu węgierska haftowana. prosto z Budapesztu.


dobrego dnia.

p. s.  kto ukradł powietrze?



wtorek, 4 czerwca 2013

dm-owskie


dawno mnie tu nie było. chyba tak naprawdę od powrotu z Węgier, a przecież jest tyle opowiadania. dużo się zadziało w moim życiu i tego złego i dobrego, w każdym razie mam teraz mniej czasu ponieważ pracuję i do tego próbuję skończyć moje studia, co czasem jest trudne do pogodzenia.

mimo tego, że miałam ciężki poranek (ja, która uwielbia baardzo długo spać musi wstawać o 6 żeby być na czas w pracy) gdzie przez 45 minut przestawiałam budzik i jak nareszcie wstałam, to musiałam się szybko zwijać, po dość nudnym dniu w pracy, tak pod koniec odzyskałam siły. wróciłam szybciutko do domu, zjadłam coś normalnie (a nie w biegu), wstawiłam pranie, zrelaksowałam się chwil kilka w wannie przy pomrukach pralki, ogarnęłam kuchnię i postanowiłam napisać post na blogu (a jest dopiero po 19). istne szaleństwo, ale jakoś dziś mi się lepiej organizowało swój czas, ale popołudnie oczywiście.

a prezentuję Wam kilka zdobyczy z drogerii dm które też funkcjonują na węgrzech. jak ją zobaczyłam, to oooszalałam. byłam w niej kilka razy i kupowałam po 1 rzeczy, nie mogłam się napatrzeć aż do momentu kiedy zostawałam prawie siłą wyciągnięta.


jak widać dominują kosmetyki alverde - krem do twarzy, dwufazowy płyn do demakijażu i róż do makijażu...powiem, że nie próbowałam jeszcze więc trudno mi napisać coś jeszcze. trafił się również dezodorant w promocji. i 2 lniane torby różnych wielkości - moja mania zbieractwa zagranicznych toreb ze sklepów, lub i nie, na zakupy.

odkryłam również we Wrocławiu sklep w którym mają w przystępnych cenach chemię z niemiec oraz kosmetyki alverde i balea.
więc czekam tylko na wypłatę i lecę tam, zamówiłam już sobie masło do stóp!

na dzisiaj to wszystko. i tak dobrze, że odważyłam się napisać po taak długim czasie. czekajcie na kolejne wieści. obiecuję napisać i pokazać troszkę więcej węgier.

ściskam.

czwartek, 9 maja 2013

ostatnie migawki

z Budapesztu.
jeszcze z wczoraj, a dzisiaj już Polska pogoda i rzeczywistość.
tej pogody mi szkoda, ale opalenizna pozostaje ;)


widok ze wzgórza zamkowego na parlament. chyba najpiękniejszy widok ze stolicy Węgier.

piątek, 3 maja 2013

Majowy weekend na południu węgier

Jak wrócę będzie więcej,  jeśli wrócę- 34 stopnie w ciagu dnia mnie bardziej przekonują niż polska pogoda...

sobota, 27 kwietnia 2013

Weekendy

Ostatni minął na poruszaniu się między wschodnią a zachodnią granicą kraju. Kilkanaście godzin w aucie. A wschód - dziki, z polami rabarbaru i dziwnym akcentem.
Aktualny weekend spokojny aż do teraz.  Mianowicie leje, grzmi i się błyska. A ja się boję burzy.



Zdjęcie ze wschodu.

piątek, 26 kwietnia 2013

Soczysta zieleń wkolo

Garnek pokrzyw na... herbate !
A moja głowa już dawno jest myślami na długim tygodniowym weekendzie za granicą :)


sobota, 13 kwietnia 2013

Jaskier !

Wiosna? Prawie, bo właśnie zaczął padać deszcz.


a ten jaskier wygląda jak peonia. o!

wtorek, 26 marca 2013

myślę sobie, że ta zima kiedyś musi minąć


ja w każdym razie już nie mogę się doczekać wiosny w pełnym rozkwicie. choć lekko słonko do mnie mruga właśnie zza okna - to za mało.

a teraz idę się przygotowywać na sabat czarownic (czyli rodzinne kulinarne spotkania humanistek) - dziś pasztet z soczewicy i łosoś.

ściskam wszystkich!

wtorek, 5 marca 2013

Nowinki weekendowe

Technologia zapukała do moich drzwi. Wiec jest to post pisany z nowego tabletowego nabytku, zdjecie też tabletowe. Aplikacja bloggera i dawaj. Będę bardziej mobilna! No i jak sie podoba?
Ściskam wieczorowo-nocną porą!


niedziela, 24 lutego 2013

chińskie zaległości

w grudniu (czyli łohohoh dawno temu) z Chin, po kilkumiesięcznej wyprawie, wróciła moja przyjaciółka. przywiozła kilka dziwnych acz pięknych darów dla mnie (mam nadzieję, że niczego nie pominęłam):


no to zaczynamy od pieczątki. chińska dziewczynka z panem (kotem? - tak mi się wydaje po odbicu jej na papierze). a wypróbowałam ją dopiero dziś, wstyd się przyznać.


biżuteria! głównie tybetańska (to ta kolorowa - czyli kolczyki i naszyjnik), oraz ręcznie strugana wykałaczka do włosów (moje są jeszcze zbyt krótkie na takie wymysły) no i pierścień z ...czymś (a dostałam go, bo jest dziwny, a ja też jestem dziwna więc będzie do mnie pasować ;)


pytanie zagadka - co to jest?


podpowiedź - to nie jest ptasie gniazdo!

to jest herbata, ale nie taka zwyczajna. jest to herbata fermentująca, nie pytajcie mnie na czym to polega, w każdym razie ona cały czas fermentuje i z czasem jest lepsza. zdrapuje się ją wtedy, pierwsze parzenie wylewamy, dopiero kolejne pijemy.
miałam okazję już taką pić w instytucie Konfucjusza w Krakowie (TU była relacja z pobytu w grodzie Kraka).

bardzo dziękuję mojej Maj za prezenciki.

i przepraszam za nieobecność, mam nadzieje, że z wiosną wena wróci.
ściskam w słoneczną niedzielę

piątek, 25 stycznia 2013

nie samą nauką człowiek żyje...

ale również tartą alzacką z jabłkami !


pierwszy post w Nowym Roku. i to kulinarny!
przepis zapożyczony stąd

...

sesja trwa, a raczej się zaczyna - więc zobaczymy się później!
ściskam w ten piątkowy wieczór