Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filcowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filcowanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 października 2011

sezon dyniowy otwarty

wbrew pozorom nie będzie o dyniach, choć właśnie zajadam krem z dyni z mleczkiem kokosowym i dużą ilością curry. z uwagi na to, że zupka się szybko kończy, to zdjęć brak.
ale postaram się nadrobić zaległości.
w każdym razie odzyskałam laptopa i czekałam na jasny dzień by móc zrobić kilka zdjęć. oto i one. na sam początek zapowiadana broszka musztardowa. udoskonalona o koraliki. (kurcze, uwielbiam ten kolor, tak na tą jesień):


szukając koralików natknęłam się na śliczne różyczki które idealnie nadają się na kolczyki, widziałam kiedyś podobne w jakieś galerii handlowej w niebotycznej cenie. a tu ledwo 2 złote za parę...


miło jest oszczędzać na takich rzeczach, w szczególności jak można je zrobić własnymi łapkami a później ktoś się zapyta 'gdzie Ty takie cudo kupiłaś?".

mam sporo zaległości w pokazywaniu Wam tego co udało mi się kupić kiedyś. ale powoli, powoli.

a na sam koniec, żeby Was nie zamęczać troszkę uchylam rąbka tajemnicy mojego nowego wystroju w pokoju. a tu aniołek, bardzo dla mnie wartościowy, wreszcie znalazł dla siebie odpowiednie miejsce:


no i w otoczeniu moich jesiennych ulubieńców, czyli wrzosów. to już kolejna partia kupiona w poniedziałek w lidlu. teraz zakochałam się w białych, śliczne, prawda? osłonki z ikei wyszperane:


życzę miłego dnia, u mnie dość słonecznego.
a teraz wybieram się z pełniutkim brzuchem na spacer.
ściskam !




wtorek, 9 sierpnia 2011

uwaga! post wnętrzarski

nie było mnie tu dawno, to znaczy byłam, jestem na bieżąco z Waszymi blogami. ale zajmuję się teraz wnętrzami, a dokładniej pokojem. pisałam o tym wcześniej... ciągnie się za mną ten remont, już mam dość. najlepiej żebym mogła wyjść i wrócić dopiero po tym jak się skończy.
oto kilka fotorelacji z tych mozolnych remontowych robót:



pierwsze to zaraz po zdarciu tapety, paskudnej żółto-niebieskiej, która miała w założeniu mnie motywować do nauki. a kolejne to już po położeniu nowej, z włókna szklanego. nie mogłam znaleźć jakiejś normalnej tapety, więc pomyślałam, że ta będzie najlepsza - bo można ją malować. po prawej jest próba koloru. w rezultacie wyszło o wiele jaśniej. czeka mnie położenie jeszcze 2 warstw farby na ściany.
a dlaczego tapeta? ściany w starym budownictwie wielkopłytowym są strasznie nierówne. a położenie tynków mineralnych wiązałoby się ze strasznym kipiszem w całym mieszkaniu, no i sama nie dałabym rady.
a tu zdjęcie kobiety pracującej...


jestem ciekawa w jakich strojach Wy wykonujecie brudzące prace? ja znalazłam stare bojówki i jakiś t-shirt, było mi bardzo wygodnie, a wyglądałam... hmmm tak jak malarka ;)
na sam koniec wnętrzarskiego posta, coś handmade, ale zrobione moimi zachlapanymi farbą rączkami. oto матрёшка. śliczna broszka. służy mi jako ozdoba do żakieciku i innych ciuchów.


a zdjęcie wykonane w stylistyce budowlanej, choć tego nie widać, to żakiet wisi na drabinie w malowanym pokoju.

miłego dnia życzę.
i niech przestanie wiać we Wrocławiu!

czwartek, 21 lipca 2011

owocowo i deszczowo

z uwagi na deszczową przykrą aurę wpadam w depresję braku rękoczynów
mam wakacje, tyle pomysłów w głowie a nie mam jak tego zrobić.
mam nadzieję, że niedługie tapetowanie zajmie mi mój rozwichrzony łeb i nie będę myśleć o maszynie.
jak narazie godzinami siedzę przed laptopem i buszuję po blogach, teraz głównie po norweskich, więc zakochałam się w kilku rzeczach skandynawskich, od miseczek RICE po stare ciastkownice do ciastek kardamonowych.

a póki co zajadam moje ulubione plaskate brzoskwinie, poznane lat kilka temu we Francji i od 2 lat odnalezione w Polsce, znacie je?


a dla  miłośniczek granatów, w sensie kolorów, mam borówki amerykańskie - ponoć dobre na wzrok ;)


więc od dnia do nocy zajadam się owocami, ale żeby tak bardzo nie słodzić pokażę wam, co zrobiłam kiedyś (nie wychodzimy z poprzedniej tonacji kolorystycznej) więc oto proszę:


to chyba były moje pierwsze ufilcowane kulki, kiedyś się zaparłam i nauczyłam się sama, podglądając to jak robią inni. później otrzymałam większe podstawy filcowania od mojej cioci.
chyba są to moje ulubione kolczyki, takie handmade.

no nic. życzę Wam i sobie dużo słońca, bo zwariować można od takiej pogody.