środa, 25 maja 2011

fajny dzień

dzień zaczął się od przedpołudniowego wypadu na basenik... ehh jak fajnie poleżeć sobie w solance...
a jak człowiek jest po basenie to musi coś zjeść, czyli naleśniki z czekoladą i bananami w najlepszej wrocławskiej neleśnikarni czyli budce przy UE.
jak już zaczęłam temat jedzenia, to dziś też kupiłam mój ulubiony chlebek - cebulowy. oczywiście w piekarni na placu bema. rzadko tam zaglądam, ale czasami można sobie pozwolić na taką przyjemność. wracając do domu w aucie roznosił się zapach pieczywa... jak weszłam do domu to w mgnieniu oka zniknęło pół bochenka. oto i on:



a za chlebkiem widać w oddali pierwsze w tym roku ogórki małosolne... mmm najlepsze są takie z 6 godzin po 'ukiszeniu'. takie lubię najbardziej:)

to nie był koniec przyjemności na dziś. wypatrzyłam też w przelocie w sklepie home&you takie śliczności. nie mogłam się opanować i kupiłam aż 2 sztuki (5,50 każda). już je widzę oczami wyobraźni w mojej wymarzonej kuchni.


co do słodkości. w tamtym tygodniu skusiłam się na zakup pewnej torebki, którą już dawno sobie wypatrzyłam na blogu mili. okazało się, że została wystawiona na decobazzarze - więc kupiłam. a oto przyszła do mnie w poniedziałek, czy we wtorek? chyba we wtorek ślicznie zapakowana torebusia.





dziękuję bardzo ;) torba przeszła swój chrzest na dzisiejszym basenie, rewelacja.

i tyle na dziś. pisałam właśnie projekt na zajęcia i jestem nieco zmęczona. weekend zapowiada się pod szyldem prowadzenia badań do licencjatu, więc jak z czasem do blogowania i tworzenia będzie to nie wiem. ale pewnie chwilka się znajdzie. 
pozdrawiam chłodząco (bo u mnie duchota straszna)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz